Granie metodą na naukę języka obcego

Moja historia nauki języków obcych jest długa. Od przedszkolnego angielskiego, przez niemiecki w gimnazjum, po francuski i angielski w liceum. No i coś tam na studiach. Oprócz zajęć obowiązkowych były jeszcze zajęcia prywatne, na które rodzice nie mało pieniędzy wykładali, a ja w swej głupocie nie korzystałem z tego jak trzeba. Tak więc były też: lekcje grupowe, korki, lekcje indywidualne, przygotowujące do matury, potem jakiś kurs w Empiku, a wreszcie kursy przygotowujące do certyfikatów.

Byli też różni nauczyciele: ucząca w gimnazjum germanistka była postrachem wszystkich uczniów, a niejednego do płaczu doprowadziła; wuefista, który uczył angielskiego, tylko dlatego, że… właściwie nie wiem dlaczego, pewnie zwyczajnie mu kazali; Pani od francuskiego, co to złotą cierpliwością się wykazała i dała mi zaliczenie na koniec liceum; do tego kilka korepetytorek i nauczycielek na kursach, co to miały sprawić, że będę mówił ładnie, składnie, a poprawnie gramatycznie. Niestety, wszystkie te osoby zawiodły pokładane w nich nadzieje, a tak na prawdę zawiodłem ja, gdyż często lekce sobie ważyłem te lekcje i dopiero nauczyciel angielskiego z liceum sprawił, że zacząłem się tak na prawdę uczyć języka obcego i to nawet z całkiem dobrymi efektami. To on zauważył jako pierwszy, że mówić lubię dużo i często nawet po angielsku, tylko, że gramatyka u mnie leży, bo wrodzone lenistwo i skłonność do działania na ostatnią chwilę nie pomagały w jej przyswojeniu. Cotygodniowe „polowanie na czarownice” (a może było to co lekcje?) wymusiło systematyczność i dało kopa do nauki. Kopa na tyle silnego, że po ukończonym liceum i maturze z angielskiego zdanej na 90%  chciałem uczyć się dalej, co też zrobiłem. A w efekcie końcowym wylądowałem tutaj, w Londynie.

Część z czytających ten wpis będzie wiedziała o kim mówię, część miała przyjemność mieć z nim zajęcia w „Marcinku” albo w SJO Empik. Niektórzy czytali jego książki. Dla tych, którzy nie wiedzą o kim piszę, chodzi mi o Marcina Mortkę. Za Wikipedią podając: nauczyciela, pisarza, miłośnika i popularyzatora RPG. Do tego przewodnika po Norwegii i Skandynawii oraz tłumacza powieści m.in. Patricka O’Briana i Petera Bretta. Od siebie dodam, że to człowiek z bardzo dobrym podejściem do ucznia i olbrzymimi, wręcz nieprzebranymi, pokładami cierpliwości.

Wczoraj dostałem informację o wydarzeniu, do której idei i sukcesu jestem święcie przekonany i zachęcam do wzięcia w nim udziału. Nową inicjatywą Marcina Mortki, jest Erpegowanie w Willows, które jak sam twórca pisze, jest spełnieniem jego marzeń. W skrócie jest to nauka języka angielskiego łącząca przyjemne, z przyjemniejszym. Moim zdaniem połączenie pasji nauczycielskiej, talentu pisarskiego i zamiłowania do systemów RPG daje gwarancję nie tylko sukcesu w pogłębianiu swobody wypowiedzi, zwiększaniu zasobu słownictwa, ale też olbrzymiej dawki radości i innych pozytywnych emocji. Według mnie to trochę tak, jakby połączyć lekcje oraz spotkanie WoLF’a (Warsztatów o Literaturze Fantastycznej, czyli zajęć, na których Marcin Mortka dzielił się wiedzą i doświadczeniem pisarskim z licealistami marzącymi o wydaniu własnych dzieł oraz będących zainteresowanych pisaniem samym w sobie) prowadzonych w I LO w Poznaniu w latach 2004-2007 (nie wiem czy potem jeszcze uzbierała się grupa zainteresowania czerpaniem z doświadczenia pisarskiego M.M.) i wymieszania ze starym, dobrym RPG (Role Play Game)
Dodatkowym atutem dla mnie jest kwestia złamania schematu nauki poprzez zabawę tylko na poziomie przedszkola i szkoły podstawowej oraz strefy interaktywnej (gry, programy multimedialne). W momencie, gdy naszym głównym narzędziem będzie wyobraźnia, efekty mogą być…. niewyobrażalne. I nie ważne, czy mamy lat 15, czy 50 (w końcu w każdej grze znajdzie się miejsce dla siwobrodego starca)

A zatem pakujcie swoje marzenia o poczuciu się Legolasem, Gandalfem, wrednym orkiem, czy może wspaniałą Arweną (Albo kimkolwiek innym, wszak granicę stawia wam tylko wasza wyobraźnia) i udajcie się na spotkanie gdzie o angielski zatroszczy się Mistrz Erpegowania w Willows – Marcin Mortka, a cała resztę będziecie współtworzyć wy, a to co stworzycie będzie ograniczone tylko przez waszą fantazję.

P.S.

Nawet jeżeli nigdy wcześniej nie słyszałeś o RPG, a chcesz podciągnąć angielski, to jest to świetna okazja. Nie dosyć, że zyskasz w kwestii językowej, to poznasz ciekawych ludzi i nauczysz się czegoś nowego. A do tego oderwiesz się od świata zdominowanego przez Facebook’a, telefony komórkowe i korki na ulicach.