Ponad 60% Polaków to głupki.

Flickr | ekelly89

Flickr | ekelly89

Książki stanowiły i stanowią ważny element mojego życia. Pisałem o tym kilkukrotnie. I długo przyjmowałem, że jest to normalne. Wydawało mi się, że książki czyta każdy i można tylko dyskutować na temat poziomu przyswajanych publikacji. Oczywiście ten utopijny obrazek zaczął blednąć już w okolicach gimnazjum/liceum, jednak nigdy nie zastanawiałem się jak głęboko sięga problem. Jasne obiło mi się o uszy, że statystycznie Polak czyta jedną książkę w roku, ale nie szukałem źródła informacji i traktowałem ją bardziej jako niechlubną ciekawostkę niż twarde dane. Dlatego, gdy w zeszłym tygodniu Biblioteka Narodowa opublikowała stworzony razem z TNS Polska raport czytelniczy za rok 2012 byłem mocno zszokowany. Wychodzi na to, że ponad 60% Polaków jest skończonymi głupkami.

Nie będę przedstawiał korzyści płynących z czytania, bo chcę wierzyć, że osoby, które zaglądają na majkelizm nie muszą mieć tego tłumaczone i należą do tych 39,2% osób, które regularnie chwytają za dłuższą formę pisaną. Zależność jest prosta: nie czytasz – nie rozwijasz się. A do tego twój zasób słów pozostaje na poziomie szkoły gimnazjalnej.

Jednak oprócz katastrofalnego stanu czytelnictwa w skali globalnej najbardziej zasoczyło mnie coś innego. Mianowicie fakt, że 34% Polaków z wykształceniem wyższym nie przeczytało w zeszłym roku książki, która nie byłaby związana bezpośrednio z ich nauką. No i to już są, proszę ja was, jawne jaja. Bo takim ludziom powinno odbierać się te tytuły magisterskie, licencjackie czy inne i klasycznie mówić, żeby wrócili na studia jak zaczną czytać. Analogicznie do reguły nie czytasz – jesteś głupi, w tym wypadku miała by zastosowanie reguła nie czytasz – nie jesteś wykształcony. Swoją drogą to pokazuje tylko poziom polskiego systemu nauczania. Jeżeli dodamy do tego, że” 20% w ciągu ostatniego miesiąca nie przeczytało tekstu o objętości trzech stron lub dłuższego artykułu w prasie 17% nie przypomina sobie aby w ciągu ostatniego roku czytało jakąkolwiek pracę”, to pokazuje nam, że większość społeczeństwa nie posiada absolutnie żadnych informacji.

Pragnę zaznaczyć, że dłuższa forma została zdefiniowana jako trzy strony, a to naprawdę niewiele.

Zastanawia mnie jak musi wyglądać życie osoby, która nie czyta. Nie dosyć, że nie rozumie połowy rzeczy, które do niej się mówi, to jeszcze nie ma jak konfrontować papki podawanej w TV i internecie. W końcu raport ten kształtuje konterfekt strasznej dekadencji społeczeństwa. Nie chcę wyjśc na jakiegoś zelota, ale zwyczajnie wydaje mi  się, że w takim wypadku jakakolwiek dywersyfikacja społeczeństwa jest skazana na porażkę. W momencie, gdy grubo ponad połowa Polaków nie ma nic wspólnego z czytaniem, to ektaza zjawiska kretynienia wydaje się nieunikniona.

Uprzedzę tych, którzy napiszą, że nie czytają bo:

a) Książki są za drogie – możesz je pożyczyć. Np z biblioteki. Albo od znajomych. No tak, zapomniałem, prawdopodobnie oni też nie czytają.

b) Nie mają czasu – bzdura, odejdź od komputera i chwyć za książkę, albo weź ją w podróż tramwajem, autobusem czy innym środkiem komunikacji. Do tego są wakacje i inne święta, więc proszę nie wciskaj mi kitu, że nie czytasz, bo nie masz czasu. W ostateczności możesz czytać prasę podczas posiedzeń na klozecie.

c) Czytanie jest głupie – sam/a jesteś głupi/a.

d) Nie wiedzą co – zacznij od gazet oraz nadrób zaległości w kanonie lektur. Jeżeli nadal masz kłopoty, to zajrzyj do tego wpisu o reportażach. Możesz  też rzucić okiem na blogi publikujące recenzje książek. Po znajomości polecę przeczytawszy.

Właśnie rzuciłem okiem na ten wpis ze stycznia. Pamiętam,że jak podsumowywałem czytelniczo zeszły rok, to czułem się średnio zadowolony. Czułem, że czytam za mało. Jeżeli skonfrontuję to z wynikami raportu Biblioteki Narodowej, to już mi lepiej, ale tylko trochę i na krótko.

Na zakończenie ciekawostka i dwie akcje do wsparcia (jeżeli czytacie rzecz jasna):

 

Przeciętny Rosjanin czyta 4,23 książki. W trzy miesiące. Matematykę pozostawiam wam.

 

Zgodnie z akcją „Nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka” szanse, że wyrwiesz super faceta/dziewczynę maleją wprostproporcjonalnie do zmniejszania się ilości czytanych słow.

Druga akcja, ma związek z pomysłem ministra Boniego na zamykanie szkolnych bibliotek. Więcej informacji o samej akcji znajdziecie na www.stoplikwidacjibibliotek.pl. Nie wiem jak wy, ale ja bibliotekę w mojej szkole podstawowej i gimnazjum (to samo miejsce, bo to zespół szkół był) przeryłem dokładnie. I wiele z książek tam się znajdujących stanowiło pożywkę dla mego głodu wiedzy. To tam poznałem pierwsze książki Fieldera, Szklarskich, pamiętniki żołnierzy walczących w powstaniu warszawskim i wiele innych. Abstrahując od tego, nie wyobrażam sobie, żeby szkoła nie posiadała przybytku, w którym nie mogę wypożyczyć (albo chociażby przejrzeć) lektur szkolnych.

 

No, to tyle. Kończę, bo jak się zbyt rozpiszę, to nikt nie przeczyta.

Czytajcie!

 

M.

  • http://strawberryinwhiskey.blogspot.com/ Kuba

    Zgadzam się. Sam staram się czytać co najmniej dwie książki na miesiąc a zdarza się, że czytam z siedem, jeśli mam czas. Lubię siedzieć po nocach i czytać. I nie ważne, ze następnego dnia jestem nie do życia. Lubię.

    • http://galuszek.com Michał

      Ja obecnie też znajduję czas głównie w środkach komunikacji miejskiej oraz późnym wieczorem. Dobrym nawykiem, który staram się wyrobić jest wyłączenie się z sieci o 22. Wtedy zyskuję czas na rozmowę i czytanie. Czasami z takiego czytania wychodzi kilkugodzinne siedzenie w fotelu, ale tak jak piszesz – albo to się lubi, albo nie.