Dlaczego notatnik Moleskine jest wart swojej ceny?

 

Nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez możliwości tworzenia odręcznych notatek. Mimo wszechobecnej technologii, świetnych aplikacji na telefon i tablet oraz innych bajerów, ciągle najwygodniej mi się notuje na zwykłym papierze. Prawdą jest, że w ostatnich latach ten trend zanikał i pisanie odręczne było wypierane przez dyktafony, smartphony oraz notebooki. W tym jednak wypadku jestem tradycjonalistą, a raczej notatki elektroniczne tworzę na podstawie zapisów w jednym z moich klasycznych brulionów. I od kilku lat jedynymi notatnikami, których używam produkuje firma, której udało się utrzymać legendarną już pozycję, „mercedesa wśród artykułów papierniczych”. Tą firmą jest Moleskine.

 

Moleskine Notebooks

 

 

 

 
Zanim wam powiem dlaczego uwielbiam Moleskine przyda się trochę historii oraz wyjaśnienia jak ta marka stała się kultową. Sam wzór małego, kieszonkowego notatnika oprawionego w czarną skórę ma ponad 200 lat historii. Te zeszyty z charakterystycznie zaokrąglonymi rogami oraz czarną gumką pozwalającą zebrać i zamknąć całość materiału skumulowanego między okładkami były używane przez van Goga, Picasso czy Hemingwaya. Przez pierwsze 100 lat był tworzony w Paryżu i dostarczany do kilku małych sklepów z materiałami piśmiennymi, do których zaglądali pisarze, malarze i inni artyści. W krótkim czasie stał się ulubionym notatnikiem wśród ludzi związanych z literaturą i sztuką. Niestety w latach 80-tych XX wieku notatnik ten zniknął z rynku. Wiązało się to z zamknięciem w 1986 roku zakładu introligatorskiego, w którym były tworzone zeszyty. W 1987 Bruce Chatwin w swojej powieści The Songlines opisuje historię kultowego notatnika i nadaje mu nazwę „moleskine”. Legenda zostaje wskrzeszona w 1997 przez wydawcę z Milanu, który użył nazwy wymyślonej przez Chatwina jako marki.

Współcześnie Molesine nie jest już tylko małym, czarnym notatnikiem. Firma produkuje różnego typu notatniki, kalendarze, dzienniki, a nawet specjalne notatniki do zapisywania przeczytanych książek, prowadzenia dziennika win, czy obejrzanych filmów. Większość produktów jest dostępna w rozmiarach od kieszonkowego, po extra duże. Ciekawostką jest, że firma wchodzi co roku we współpracę z innymi markami i tworzy edycje specjalne swoich produktów. Na skutek tych działań powstały produkty sygnowane logo, cytatami i postaciami ze Star Wars, Peanut czy Lego.

Najnowszym elementem oferty włoskiego producenta jest notatnik stworzony we współpracy z firmą Evernote – producentem aplikacji na telefony, tablety i komputery, która umożliwia skanowanie tekstu (również odręcznego) i wyszukiwanie słów w tak stworzonym pliku (tajemnicą poliszynela jest fakt, że równie dobrze aplikacja radzi sobie z tekstem zapisanym na każdej innej powierzchni i nie jest do tego niezbędny Moleskine). Jest to świetny przykład jak można połączyć nowoczesną technologię z tradycją.

Najczęściej spotykaną krytyką tego produktu jest ta, dotycząca jego ceny. Faktem jest, że produkty sygnowane logo Moleskine nie należą do najtańszych, jednak nadal uważam, że są warte każdego wydanego na nie grosza. Dlaczego?

  • świetnej jakości papier – najwyższej jakości papier pozwalana naprawdę duży komfort pisania. Warto jednak zauważyć, że dla osób na co dzień piszą piórem, może się wydawać, że inne typy papieru (np. taki, jak używany w kołonotatnikach firmy Oxford) mogą być wygodniejsze. –
  • szyte jak książki – doskonałe wykończenie oraz standard wielkości, pozwala na wygodne przechowywanie ich na półce w celu archiwizacji. Jednak ważniejsze jest to, że nie rozpadają się tak szybko gdy wrzuci się je do upchanej torby, czy plecaka.
  • lekkie – pewnie nie nosiłbym ich tak często ze sobą, gdyby ważyły więcej niż te kilkadziesiąt gramów.
  • posiadają „kieszonkę” w tylnej okładce- idealna do przechowywania otrzymanych wizytówek, paragonów itp.
  • design – on jest zwyczajnie ponadczasowy i ładny. Jakość wykonania oraz przyłożenie się do szczegółów sprawiają, że używając go czuję, że dobrze wydałem pieniądze i otrzymałem produkt z wyższej półki. –
  • bogactwo wzorów – wspomniałem już o edycjach specjalnych. Obecnie używam notatnika z motywami z Hobbita, który otrzymałem w prezencie i jest to małe dzieło sztuki.
  • historia – lubię przedmioty z historią. Niesamowicie rajcuje mnie świadomość, że z tego samego typu notatnika korzystali znani i cenieni autorzy i malarze.
  • zwraca uwagę – i nie chodzi mi o epatowanie logo, o to jest dyskretnie wytłoczone na tylniej okładce, ale o to, że design jest rozpoznawalny. Kilka razy już zdarzyło mi się nawiązać znajomość, bo ktoś zwrócił uwagę na to, że notuję właśnie w Moleskine

Moja fascynacja i lojalność do tej marki sięga daleko po za słowa. Uważam, że stanowi kwintesencję wykorzystania historii produktu i dobrych treści (rzućcie okiem na ich kanał na YouTube) w marketingu. Do tego, na całym świecie jest mnóstwo innych ambasadorów marki, którzy nie będą pisać w niczym innym, niż Moleskine.

Wpis ten, nie jest wynikiem współpracy z żadną z marek i jest wyrazem moich subiektywnych odczuć.

Zdjęcie: Moleskine

  • DanielBulinski

    Witajcie, gdybym przeczytał ten artykuł 10 lat wcześniej nie miał bym pretensji. Dziś jest z gola inaczej, Moleskine wyrosło na potentata żerując na legendzie firmy kultowej, mieniąc się produktem premium. Widzę, że też się na to łapiesz bo wymieniasz nazwiska związane z firmą, ale czy te nazwiska związane są z paryska manufakturą? Nie. Cała spuścizna po tym notatniku zamyka się w 20 latach pracy rodzinnego przedsiębiorstwa, które tworząc dużą firmę zapomniało o świetnych francuskich papierach, skórzanych okładkach, mocnym szyciu i historycznej manufakturze gwarantującej jakość. Dziś Moleskine klepane jest nie wiadomo gdzie na terenie Turcji, Chin i Vietnamu. Moleskine nie ujawnia gdzie i z jakiego papieru produkuje notatniki, wykręca się tylko zdaniem o „wysokiej jakości papierze kwasoodpornym” – to dziwne bo nawet popularna Rhodia, która nie reklamuje się jako legenda, potrafi dokładnie sprecyzować skąd i jaki bierze papier. Mam kilka ich produktów ale nie lubię z nich korzystać bo są kiepskie na tle konkurencji. Najwyższa pora powiedzieć (napisać) to wprost.

    Jeśli chcecie przenieść swoje akcesoria papiernicze na wyższy poziom to wyguglujcie te firmy:
    – Field Notes, Word Notebook, Doane Paper, Midori, Tomoe River, Papierniczeni.pl – alternatywa dla Moleskine z serii Volant Journals.
    – Leuchtturm 1917 alternatywa dla całego asortymentu Moleskine. Notesy mają kieszonki, perforowane strony i inne przydatne bajery jak Pen Loop. Dużo lepsza jakość!
    – Rhodia i Claire Fontaine – powszechne notatniki zaskakujące niską ceną i nieprawdopodobną jakością (nie przesądza).
    – Midori Traveller’s Notebook jeśli chcecie czegoś prawdziwie wyjątkowego (i użytecznego) ale ceny zaczynają się od 180zł.

    Moleskine broni się kilkoma aspektami, ale jak wspomniałem ma zbyt poważną konkurencję, by mienić się legendarną, wyjątkową lub premium.

    • Kamil

      Z tym rhodia to moge potwierdzic ze nie przesadzasz. Zwykly notatnik ile on 14zl chodzi. Papier super grubo powyzej poziomu moleskine. Bylem w zeszlym roku w Chinach slabo sie robi jak widzisz jak fabryka robiaca dla moleskine smialo mowi ze tobie tez zrobi co chcesz, jaka marka. Coz, nie oceniajmy jednak po kraju skad notes..ale rhodia mile zaskoczyla. Duzo slyszalem tez o Leuchtturm 1917. Koles w sklepie z piorami zachwalal ale nie mial na stanie. Dal mi rhodia…tez kapitalne. Mi to w sumie chodzi o jedno..by nie przebijal atrament papieru a w moleskine przebija (podobno zalezy od partii). Tutaj nic nie przebija.

  • Jacek

    Rhodie polecam szczerze wszystkim!!! Dodatkowo w tym notatniku można pisać piórem i nic nie przebija a pisze się wyśmienicie czego nie mogę powiedzieć o Moleskine and Leuchtturm 1917…
    Polecam też notatniki firmy Quo Vadis 🙂 większy wybór niż w Moleskine i Leuchtturm 1917 a i papier lepszy i ogólnie wszystko 🙂
    Dla mnie największe syfy to właśnie Moleskine i Leuchtturm 1917…

  • Jacek

    A ja się zawiodłem i na Moleskinie i na Leuchtturm 1917 – kupiłem w tym roku wersje pocket i po miesiącu użytkowania powylatywały kartki 🙁
    Dziadostwo jak wszystko inne…Moleskina to nawet nie uratowało to że ma tak wyśmienitą historię a Leuchtturm’a 1917 to że jest produkcji Niemieckiej… szkoda tylko tych pieniędzy co wydałem.
    Od dwóch miesięcy używam notatnika Rhodia i jestem bardzo zadowolony, nie ma takiej historii jak te dwa wyżej ale jest sto razy lepiej zszyty, sklejony i trwalszy.

    Moleskine i Leuchtturm 1917 to dwa dziadostwa i na dodatek ceny z kosmosu.
    Nie polecam.
    Jacek.

    • http://galuszek.com Michał

      Ja Moleskine używam od lat i nigdy się nie rozpadł, co więcej, przeżył wiele podróży, zalań i innych wypadków. Może miałeś zwykłego pecha?

    • Marek

      Moleskine i Leuchtturm nie nadają się do pisania piórem. Rhodia ma śliski papier. Japońskie notatnika Midori to dopiero klasa. Cena podobna.

      • Michał Gałuszek

        Masz rację, zaznaczyłem to w tekście. Jednak do notowania w biegu, nie korzystam z pióra. Dlatego tak cenię Moleskine