Noworoczne postanowienia

Pierwszy dzień nowego roku zbliża się do końca. Mam nadzieję, że był tak udany jak mój  i nie dał się wam we znaki kac, czy inne nieprzyjemności. Podobno cały rok ma być taki, jak pierwszy dzień (a może Sylwester?), ale ja wierzę, że zależy to tylko ode mnie i decyzji jakie podejmę.
 
Jeżeli już o decyzjach mowa, to kto z was podjął jakieś noworoczne postanowienia? Ilu z was już je złamało (podobno najczęściej łamanym jest zaczęcie diety i rzucenie palenia)? Nie wydaje się wam, że zakładanie, że zmieni się coś tylko dlatego, że nastąpił kolejny rok nie ma większego sensu? Po za tym, jak się mam cały rok aby np. zacząć regularnie biegać, albo nie wydawać tyle kasy na książki, to zawsze można zacząć realizować postanowienie jutro, od początku nowego tygodnia, w nowym miesiącu i w ten sposób w grudniu 2013 zorientowałbym się, że półmaraton już dawno był i następny, to w kwietniu, a na nowe książki muszę dokupić miejsce na dropboxie.
 
Dlaczego tylko Nowy Rok ma być okazją do postanowień? Moim zdaniem jest znacznie lepiej gdy postanowienia przychodzą bez przymusu noworocznego zwyczaju, a z potrzeby. Takie postanowienie nie musi być z założenie całoroczne.
 
Od roku już sprawdza mi się system 30-dniowych wyzwań. Postanowień, które są poprzedzone większymi lub mniejszymi przemyśleniami i mają dać określony rezultat. Nie zawsze są to epickie postanowienia. Były to rzeczy jak poranne wstawanie i medytacja, planowanie zadań na nadchodzący dzień w wieczór go poprzedzający, ale też  czy nie picie coli. Nie wszystkie z nich zakończyły się sukcesem, ale tak też się zdarza.
 
Skąd idea 30 dni? Otóż według Leo Baubauty taki właśnie czas jest najlepszy aby przekonać się, czy nawyk, który chcemy w sobie wyrobić, będzie dla nas odpowiedni, czy też nie.  W ten sposób przekonałem się miedzy innymi, że 5:30, to za wcześnie dla mnie, a 6:00 to w sam raz aby się obudzić przy założeniu kładzenia się przed północą do spania.
Jeżeli ktoś ma wątpliwości do tego, jak to działa, to Google pomoże jak zwykle. Możecie też wysłuchać historii Matta Cutts’a, który opowiadał ją na konferencji TED.
 
Zasada jest jedna i prosta: rób jedną nową rzecz przez 30 dni, a nie próbuj w tym samym czasie wyrabiać/zmieniać kilku nawyków. Takie działanie skazane jest na niepowodzenie. Do tego musisz pamiętać, że te 30 dni jest obligatoryjne. Przy medytacji miałem dosyć po pierwszych 5 dniach, gdyż nie widziałem żadnych efektów, jednak kontynuowałem wyrabianie nawyku i teraz jest to naturalny element mojego dnia, który pozwala mi się zrelaksować i złapać energię do nadchodzącej pracy.
Nazwa „30-dniowe wyzwanie” ma swoje podłoże. Nie czekaj z jego rozpoczęciem do początku tygodnia, miesiąca, czy roku. Zwyczajnie zacznij jutro i kontynuuj przez 30 dni. Unikniesz pułapki przekładania tego w nieskończoność. 

Jeszcze jedno, nie staraj się w ciągu tych 30 dni uczynić niemożliwego. Nie staniesz się Usainem Boltem jeżeli nigdy wcześniej nie biegałeś, jesteś zwierzęciem kanapowym i masz 30 kilo nadwagi. Bądź rozważny i zdeterminowany, a na pewno się uda.

Jako,że z regularnością moich wpisów w poprzednim roku było raczej słabo postanowiłem, że przez najbliższe 30 dni będę dodawał post codziennie. Nie wiem czy to zniesiecie, ale na pewno zmobilizuje mnie to do odszukania wszystkich zaczętych wpisów i ich dokończenie, a wierzcie, trochę tego jest.
Życzę wytrwałości więc. I do jutra.