Jestem członkiem szczególnej grupy ludzi.

Tekst ten powstał specjalnie z okazji Dnia Myśli Braterskiej. Napisałem go już jakiś czas temu, ale myślałem, że warto będzie poczekać z publikacją. I chyba było. Pisząc go przeżyłem jeszcze raz dziesięć wspaniałych lat. Odkopałem wspomnienia, które kompletnie zatarły się w mojej pamięci. A miało co się zacierać, bo przez dekadę mnóstwo się zdarzyło. I prawie szystkie ważne momenty mojego życia w tym okresie, w mniejszy lub większy sposób, były związane z tym, że byłem harcerzem.

 

Dziesięć lat to 8 obozów letnich, 3 zimowiska, kilkadziesiąt biwaków oraz ogromna ilość innych, dłuższych i krótszych, wyjazdów, w których brałem udział. To czas kiedy nie było mowy o tym, że nudno, że nie ma co ze sobą zrobić. Czas kiedy hasło „Ale to z Bractwem…” otwierało nową rundę negocjacji „rodzice-syn” odnośnie wyjścia.

Czas ten był dla mnie niekończońcą się nauką. Poznawaniem nowych ludzi i walką z samym sobą. Sprawił, że z „ciepłej, domowej kluchy” stałem się kimś lepszym. Miałem szczęście trafić do środowiska, które wierzyło, że kultywowanie tradycji i wartości leżących u jego podstaw jest nadal ważne. Te dziesięć lat w harcerstwie, równolegle do wychowania w domu, położyło fundamenty pod to kim jestem teraz.

Tekst ten jest dla wszystkich. Dla tych, którzy zastanawiają się czy warto posłać dziecko na obóz harcerski, oraz tych, którzy wachają się czy warto być w ZHP, albo ZHR. Jednocześnie niech stanowi przyczynek do wspomnień dla byłych harcerzy. I daje wiarę tym, którzy działają, że to co robią, ma sens.

Czego nauczyło mnie bycie harcerzem?

Lista umiejętności, które dało mi harcerstwo miałaby kilka(naście) stron. Poniżej wymienię te, które w moim mniemaniu sprawiły, że jestem taki, a nie inny.

  • Bycie w szczepie, w którym kultywuje się wartości leżące u podstaw ruchu skautowskiego, a co za tym idzie harcerskiego, nauczyło mnie wierności wyznawanym zasadom. Nauczyło mnie być „na czas, na miejsce, na pewno”. Że dotrzymuje się danego słowa. Niesie pomoc, gdy ma się taką możliwość. De facto przestrzega się wyznaczonego kodeksu. I stara się być jak najlepszym

 

  • Ciągła rywalizacja (często zamieniająca się w walkę , w której jedynym przeciwnikiem były własne słabości) wpoiła mi, że nie należy się poddawać. I, że ciągle powinienem stawiać sobie nowe cele.

 

  • Harcerstwo rozbudziło we mnie chęć do próbowania nowego. Zjazdy linowe, wspinaczka, wyjazdy w nieznane, wyprawy rowerowe. To tylko część rzeczy, które nie zagościłyby w moim życiu na stałe gdyby nie harcerstwo.

 

  • Dzięki pokładanemu we mnie zaufaniu stałem się niezależny i nauczyłem się kreatywnie myśleć. Zaczynając od wymyślania coraz to nowych sposobów na wykorzystanie pałatki, po pomysły na to, by zarobić na kolejny obóz. Do dzisiaj, gdyby ktoś spytał jaka była moja pierwsza forma zarobku, to powiedziałbym, że pakowanie siatek w Hicie na Kopenika. (Obecnie chyba Tesco).

 

  • Dzięki harcerstwu wiem jak ważny jest zgrany zespół. Nauczyłem się jak motywować ludzi, z którymi współpracuję i  jak być dobrym liderem.

 

 

  • Bycie harcerzem nauczyło mnie całej chmary umiejętności, które wykorzystuję do dzisiaj. Jako przykład podam umiejętność korzystania z mapy, wiązania węzłów, odpowiedniego pakowania bagażu i rozbijania namiotu, ostrzenia noży itp.

 

  • Na przestrzeni lat 1996 – 2005 zebrałem cały wór wspomnień, które stanowią jedne z najcenniejszych „nabytków” z tego okresu. Te obrazy i historie zapisane w mojej pamięci przedstawiają mozaikę uczuć. Szczęścia z wygranych „Manewrów Męskich w 2000r (?)”, radości z pląsów i skeczy podczas ognisk, poczucia bycia częścią ważnego wydarzenia podczas obstawiania spotkań legnickich czy też wstąpienia do NATO, wreszcie złożenie przyrzeczenia harcerskiego oraz przejścia (jakże wyczekiwanego) do drużyny starszoharcerskiej. Znajdą się tam też wspomnienia łez wyciskanych przez niezapomniane „arbajty” oraz obezwładniający strach przed zjazdem linowym. Ich zebranie i opisanie zajęłoby mi mnóstwo czasu, ale niewątpliwie nie byłby to czas stracony.

 

 

Powyższe punkty stanowią tylko urywek, tego czego się nauczyłem/zostało mi wpojone podczas mojej przygody w ZHP. Jest jednak jedna rzecz, która bezapelacyjnie bije wszystkie inne na głowę i gdybym jej nie wspomniał byłbym zwyczajnym idiotą.

Bo najważniejsi z tych wszystkich lat są ludzie.

To właśnie w harcerstwie poznałem przyjaciół. To właśnie wspólne przeżycia powiązały nas na (jestem o tym przekonany) całe życie. Bo ta przyjaźń przeszła już większość możliwych testów. I nie ważne, czy było to przetrwanie najbardziej deszczowego lata podczas obozu w Dzikach, dzielenie się ostatnią suchą parą skarpet w Pieninach, czy też udowadnianie innym, że „Młode Wilki”/”Wanbli”/”37BKIK” jest najlepszą gromadą/drużyną/szczepem. Daliśmy radę również przejść wspólnie przez mniejsze i większe problemy życia poza harcerskiego. Zrobiliśmy to, bo nauczono nas, że jeżeli nie możemy czegoś zrobić samemu, to na 99% nie ma takiej rzeczy, której nie zrobimy łącząc siły.

 

Te kilka osób stanowi tylko ścisły trzon tych poznanych. A jest ich bez liku. Mnóstwo, w znakomitej większości, wspaniałych ludzi. Z którymi nawet jeżeli się nie przyjaźnię, to utrzymuję bliższe, lub dalsze kontakty. I jeżeli miałbym wskazać tylko jeden punkt, ten najważniejszy, wśród tego co dało mi bycie harcerzem, to bez namysłu wskazałbym właśnie ich – harcerzy.

 

 

Na koniec dodam tylko, że moje wspomnienia i doświadczenia opierają się na lata 1996-2005, w czasie których byłem harcerzem w 37 Szczepie Drużyn Harcerskich. W tym okresie przeszedłem drogę od bycia zuchem w 37 PGZ „Młode Wilki”, poprzez drużyny młodszo- („Wanbli”)  i starszoharcerskie (@37 PDH”), aż po bycie przybocznym w 37 Poznańskiej Gromadzie Zuchowej „Młode Wilki”. Była to prawdziwa szkoła życia.

 

I gdyby ktoś pytał.

 

Nie zamieniłbym tego czasu na nic w świecie. 

 

P.S. Właśnie sobie przypomniałem z jaką dumą mówiłem, że „jestem z Bractwa”. Nie było to, tamto.  Oraz jak bardzo nie lubiłem pląsów, za to uwielbiałem śpiewy mimo, że głosu nie mam za grosz. Harcerstwo, to była piękna sprawa.

 

 

  • Pingback: I'm back - Majkelizm.pl()

  • Małgorzata

    Kochany Michale dzięki za ten tekst,wzruszył mnie. Powróciły dni gorączkowego uzupełniania ekwipunku harcerskiego dla Tomka i Kuby , wieczory na dzień przed wyjazdem kiedy to z Witkiem co roku niezmiennie , poważnymi głosami ,pełnymi troski, ba strachu,sadzaliśmy chłopaków przed sobą w dużym pokoju i prosiliśmy żeby ; uwżali na siebie nie skakali do wody na główkę i w ogóle nie skakali do wody ,żeby trzymali się razem,nie łazili po drzewach,uważali na pszczoły ( bo Kuba uczulony), a jak już pszczoła go użądli to zaraz do szpitala,żeby na tych rowerach uważali bo niebezpiecznie,żeby byli pod telefonem wieczorem jak już były komórki,żeby Tomek Kubę pilnował bo jest starszy i za niego odpowiedzialny,żeby z tymi nożami byli ostrożni bo ostre, żeby, żeby ,żeby,………chcieliśmy niczego nie zaniedbać , ostrzec, przewidziec i ochronić Was.Potem odwiedziny , trzeba jechać , zobaczyć obóz – pochwalić,zawieżć kilogramy słodyczy , owoców,ciasto marchewkowe,suche rzeczy . Masz rację to magiczny czas dla Was , ale także i dla nas.Oddaliśmy Was młodym ludziom ,zaufaliśmy im że pokażą Wam jakimi wartościami trzeba się kierować, kogo trzeba zawsze bronić,o co się bić,kiedy odpuścić,jakich granic nie przekraczać nigdy , że jest coś takiego jak przyjażń- rzecz święta. Ja jestem spokojna o swoich chłopaków wiem jacy są , ale tez wiem że kiedykolwiek w życiu nawet za dziesiatki lat ,z końca świata jeśli tak los pokieruje będą w potrzebie to zadzwonią do Ciebie , ludzi z Bractwa będą umieli poprosić o pomoc , chwilę rozmowy , radę i nigdy się nie zawiodą . Wiem że Ty też zawsze możesz zadzwonić do nich , o każdej porze i w kazdej sprawie , bo przecież razem mokliście w Dzikach ,jestescie przyjaciółmi a kazdy z Was wie co to znaczy.