O co ten hałas?

„Razem tworzymy przyszłość.”

Hasło  Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej 2012

Pamiętam atmosferę wyczekiwania, gdy w kwietniu 2007 roku temat losowania organizatorów Mistrzostw był na ustach wszystkich chyba osób, które w jakimś stopniu interesują się piłką nożną. Gdy okazało się, że to Polska i Ukraina, a nie Włochy, czy Chorwacja i Węgry zostały wybrane w tajnym losowaniu nie przypominam sobie jakiegoś olbrzymiego narzekania. Wręcz przeciwnie. Żeby nie być gołosłownym zajrzałem do archiwum polskich dzienników i serwisów internetowych. Niestety, za dostęp do archiwum Gazety Wyborczej, czy Rzeczpospolitej trzeba płacić, tak więc poprzestałem na portalach internetowych.
I co? I w gruncie rzeczy same peany wypisywali na ten temat. Strony ekonomiczne i biznesowe widziały w organizacji EURO 2012 wielką szansę dla rozwoju naszej gospodarki i infrastruktury. Oczywiście, nikt nie pomija kosztów jakie będzie musiała ponieść Polska aby sprostać temu zadaniu. Strony o tematyce sportowej i kibicowskiej cieszą się z wielkiej imprezy organizowanej w naszym kraju, dla wielu kibiców (nawet tych, którzy w losowaniu w 2011 roku nie otrzymali biletów)jest to jedyna szansa w życiu do bezpośredniego uczestnictwa w drugim co do wielkości wydarzeniu piłkarskim.
Nie ważne jednak kto się wypowiada, wszyscy jednoznacznie zaznaczają jedno: nawet jeżeli będzie ciężko i poniesiemy duże koszty, to stadiony, nowe drogi, baza hotelowa, lotniska itp, pozostaną nam po EURO i musimy zrobić wszystko aby goście, którzy do nas przyjadą chcieli wrócić i znowu z nich skorzystać.

Jednak jak tylko przyszło do intensyfikacji robót, które miałem okazję widzieć tylko i wyłącznie w Poznaniu, to zaczęły być słyszalne, na początku skromne i ciche, głosy niezadowolenia. Mniej więcej od grudnia 2011 roku nie było już dnia, żebym nie widział wpisu na Facebook’u traktującego o EURO, niestety nie były już to te same głosy, co cztery i pół roku wcześniej. Coraz częściej zdarzało się, że w ten czy inny sposób EURO 2012 było odbierane jako kara Boska, a już prawie na pewno olbrzymi przekręt finansowy zorganizowany aby napchać kieszenie włodarzy PZPN’u oraz władz regionalnych. W styczniu i lutym kwestia EURO została przesłonięta przez ACTA, co skonsolidowało całą społeczność internetową, niezależnie od poglądu na temat organizacji Mistrzostw.

Niestety w okolicach przełomu marca i kwietnia temat EURO 2012 wrócił z podwójną siłą. Prawie że codziennie byłem zapraszany na Facebook’u na wydarzenia typu „Fuck EURO!”, „Strzelamy karne Grobelnemu”, „Demonstracja Chleba zamiast Igrzysk -10.06.2012” i co dziennie z uporem maniaka wszystkie je odrzucałem.
Co było dla mnie zaskakujące, to fakt, że hasła anty-EURO 2012 były głoszone także przez osoby, które są gorliwymi fanami piłki nożnej. I nie chodziło tutaj o kwestię tylko i wyłącznie PZPn’u, ale tak naprawdę wszystkiego: kadry, stadionu, trenera, UEFA, Platiniego… Hasła te emanowały taką ilością negatywnych emocji, których w większości nie rozumiałem, że byłem autentycznie zszokowany.

Protesty protestami, ale EURO się zbliżało, a ja widziałem jak zmienia się Poznań. Jasne, też zdarzało mi się kląć i pomstować, gdy stałem w korku, nie mogłem połapać się w zmianach wprowadzonych w kursowaniu linii tramwajowych, czy też okazywało się, że miasto nie ma pieniędzy na wspieranie kultury w Poznaniu (kwestia Teatru Ósmego Dnia, czy Pasażu Kultury i Festiwalu Malta). Jednak na moich oczach powstawały obiekty, na które normalnie musielibyśmy czekać jeszcze kilka lat. Bo nie wiem kiedy powstałby drugi terminal lotniska, nowy dworzec (który wygląda naprawdę dobrze, aczkolwiek to kwestia gustu), cała Bukowska, czy Rondo Jana Nowaka Jeziorańskiego. Niestety nie udało mi się doczekać otwarcia ul. Roosvelta dla ruchu samochodowo-tramwajowego, ale wydaje mi się, że wszystko szło tam w odpowiednim kierunku. Nie mówiąc już o tych wszystkich przystankach dostosowanych do potrzeb osób niepełnosprawnych i matek z dziećmi i wózkami.

Jasne, obiecywano więcej. Miała być linia P(e)ST’ki (Poznański Szybki Tramwaj) dojeżdżająca bezpośrednio na dworzec, kilka nowych odcinków autostrad oraz pewnie kilkadziesiąt innych inwestycji, które, z różnych powodów, nie zostały dokończone (lub nawet zaczęte) w całej Polsce. Doceńmy jednak to, co udało nam się stworzyć! Przecież, te wszystkie budynki i drogi pozostaną i będziemy mogli z tego korzystać. Jasne, zgadza się, że budowa stadionów, które nie mogą być używane do innych sportów niż piłka nożna, to nie był najlepszy pomysł. Owszem, stadion w Poznaniu ma wady konstrukcyjne, a murawa na nim nie chce rosnąć, bo ma za dużo cienia przez co miasto wydało na jej wymianę olbrzymie pieniądze. Ale jednak mamy coś, co można z biegiem czasu rozwijać i poprawiać, a już teraz jest o niebo lepsze od tego co mieliśmy wcześniej (jak ktoś nie wierzy nie pojedzie autobusem na lotnisko, kiedyś była to minimum godzinna jazda, w tej chwili można się uwinąć w 15 minut dzięki wyremontowanej Bukowskiej, albo niech ktoś porówna śmierdzący moczem obrzydliwy Dworzec Główny, do nowego budynku).

Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie cieszy w organizacji EURO 2012 w Polsce. Jest nią promocja zarówno kraju, jak i jego regionów i większych miast. Nie wiem ile osób przed EURO 2012 wiedziało gdzie jest Poznań czy Wrocław. O Warszawie słyszało pewnie trochę więcej. I wiem, że znowu można podać przykład map (takich jak te publikowane w Holandii), gdzie Polska leży na terytorium Białorusi a Lwów przy granicy z Rosją. Ale mimo wszystko większość informacji o nas była pozytywna, kibice, którzy przyjechali do Poznania są zadowoleni, atmosfera i organizacja Mistrzostw im się podoba, a to znaczy, że jest szansa, że powiedzą rodzinie oraz znajomym, że warto wybrać się do nas na weekend, a może i dłuższe wakacje. Że, widząc rozpoczęte budowy, powiedzą, że na EURO było super, a będzie jeszcze lepiej.
Nie mam dokładnych danych na temat ilości kibiców w Poznaniu, ale z relacji znajomych i rodziny wiem, że przyjechało ich całkiem sporo. Jasne, przy takiej ilości zdarzą się jednostki, które będą prowokowały, zachowywały się nieodpowiednio i robiły ogólny dym. Cieszy mnie jednak, że póki co są to jednostki i w gruncie rzeczy EURO przebiega spokojnie.

Tak mi się zebrało, bo już dosyć miałem czytania o tym jakie toto EURO jest straszne i okropne. Dobra idę malować paszczę na biało-czerwono i wywiesić flagę w oknie, bo ja się cieszę i dumny jestem, że organizujemy EURO i (póki co) radzimy sobie z tym całkiem nieźle.

P.S.
Jeszcze jedna kwestia, o której bym zapomniał. Dla osób, które uważają, że na EURO nie mogli zarobić zwykli obywatele powiem tylko, że spośród moich znajomych kilkoro otworzyło tzw „biznes” i zarobiło na tej imprezie. Możliwości było wiele, od wynajmu mieszkania (jedna osoba wyprowadza się do koleżanki/kolegi i wynajmuje swoje mieszkanie na EURO, dochód jest dzielony między właścicieli obu lokali), poprzez otwarcie hostelu (wspólne działanie grupy znajomych, które obejmowało także zbieranie kapitału na tą inwestycję) po otwieranie nowych kawiarni, czy sprzedaż kibicowskich gadżetów. Czyli jednak się da, trzeba tylko chcieć!