Tajemnica spowiedzi? A co jeśli uczynić księdza winnym?

by 'baldiri' via Flickr

by ‚baldiri’ via Flickr

Zaginęła czteroletnia dziewczynka. Policja zakłada, że została zamordowana, a o czyn ten oskarżają matkę. W trakcie śledztwa zostaje aresztowany mężczyzna widziany w okolicy, w której bawiła się dziewczynka. Nie przyznaje się do winy, jednak prosi o widzenie z księdzem w celu wyspowiadania się. Ksiądz wysłuchuje spowiedzi podejrzanego, który przyznaje się do morderstwa i wskazuje miejsce porzucenia zwłok. Wedle prawa kościelnego ksiądz nie ma prawa wyjawienia tych informacji.

Ksiądz nie wyjawia posiadanych informacji będąc wiernym składanym ślubom i przepisom prawa kanonicznego. Jako że w kraju, w którym dochodzi do zbrodni wykonuje się karę śmierci, skazuje się na nią matkę dziewczynki. Wyrok zostaje wykonany, podejrzany mężczyzna zostaje wypuszczony z aresztu. Ksiądz ma spokój z władzami kościelnymi, ale ma na sumieniu życie niewinnej osoby, a raczej dwóch, bo jakiś czas później ginie kolejna dziewczynka…

Sytuacja ta bazuje na historii, która wydarzyła się w Wielkiej Brytanii. Sprawa, z podejrzanymi i spowiedzią, jest prawdziwa do momentu, gdy ksiądz musi podjąć decyzję o tym, co zrobić z posiadaną informacją. Elementem dodatkowym jest fakt, że w Albionie nie funkcjonuje kara śmierci.

W wyżej wymienionym przypadku ksiądz podjął decyzję o poinformowaniu władz i wskazaniu ukrycia zwłok dziewczynki. Kręgi chrześcijańskie oburzyły się, ateiści pochwalili księdza „za jedyną słuszną decyzję”, a większości ludzi i tak było to obojętne, bo w Bangladeszu zawaliła się fabryka ubrań i uwaga mediów szybko została tam skierowana.

Powyższa historia ma posłużyć tylko za przykład i początek do wywodu. Nie chcę się na niej konkretnie skupiać, bo nie mam wszystkich, niezbędnych informacji. Zresztą nie o to mi chodzi w tym wpisie.

Zastanawiam się gdzie jest granica, w której ksiądz może zasłonić się tajemnicą spowiedzi. W majestacie prawa kościelnego taka granica nie istnieje, a ksiądz, który złamie tajemnicę spowiedzi jest skazywany na ekskomunikę.

Co jednak, gdy ksiądz dowiaduje się o tym, że planowany jest zamach terrorystyczny, w którym zginą setki ludzi? Co jeżeli dowiaduje się o zbrodni, za którą sądzony jest niewinny człowiek. Co w końcu, jeżeli w grę wchodzi kara śmierci dla niewłaściwej osoby?

Z tego co się dowiedziałem, to spowiednik nie może jako pokuty nałożyć na taką osobę czynności zmuszających ją do przyznania się do winy. Może jednak (i powinien) nakłonić spowiadającego się do oddania się w ręce wymiaru sprawiedliwości. Niestety nie ma (albo nie dotarłem do takowych) statystyk mówiąc o tym, ilu księżom udał się taki wyczyn. Wydaje mi się jednak, że odsetek udanych „nakłonień” nie byłby za wysoki.

Na gruncie przeprowadzonych rozmów dowiedziałem się, że tajemnica spowiedzi traktowana jest przez prawo krajowe, jako równorzędna z lekarską, czy też inną zawodową. No i ja się pytam jak i dlaczego? Zarówno w przypadku lekarza, jak i księdza uważam, że jest to zdecydowane przegięcie.

Bo nie rozumiem, dlaczego w odniesieniu do księży nie odnosi się artykuł 239 i 240 kodeksu karnego . Jasne, tajemnica zawodowa. Ale jednak gdzieś powinna być granica? Bo co jest ważniejsze? Zbawienie (wątpliwe) jednej duszy, czy ocalenie (pewne) przyszłych ofiar?

Moim zdaniem powinny ich obowiązywać takie same zasady jak innych obywateli (nie tylko zresztą w tej kwestii) i powinni oni mieć możliwość/obowiązek informowania o wyjątkowo ciężkich przestępstwach/próbach ich popełnienia. Jednak obecnie zgodnie z prawem księża nie mogą być przesłuchiwani z informacji uzyskanych podczas spowiedzi.

A jakie jest wasze zdanie?

Napiszcie na fanpage’u majkelizm.pl.