Od marca możesz mieć życie po śmierci.

 

liveson

Dzięki wpisowi Natalii Hatalskiej na jej Twitterze wpadłem na taki oto tekst i muszę przyznać, że jestem zaintrygowany. Kwestia tego, czy  „życie po śmierci” istnieje (i w jakiej formie) zawsze stanowiła jeden z elementów rozważań ludzkich. Otóż okazuje się, że obecnie możemy żyć w sieci nawet po śmierci.

 

Niedawno podano, że ponad 30 milionów kont na Facebooku należy do osób, które już nie żyją. Nie wiem dokładnie co się dzeje z kontami na portalu Zuckerberga, ale wiem za to, że już od marca będzie można używać aplikacji LivesOn, która będzie publikowała wpisy na mikroblogu nawet po śmierci właściciela konta.

 

Aplikacja będzie zbierała informację na podstawie naszego zachowania w sieci. Dzięki temu po śmierci użytkownika będzie nadal komunikowała się poprzez jego kanał na Twitterze lubiąc i publikując treści pasujące do stworzonego algorytmu. Co ciekawsze będzie także publikowała wpisy, które będą ukierunkowane do konkretnych odbiorców.

 

Mimo wszysto wydaje mi się, że sporo osób skorzysta z tej aplikacji. Głównie dla zabawy, aby zobaczyć jak to działa. (aplikację ma domyślnie uruchamiać wykonawca „testamentu _LivesOn, czyli można ją uruchomić zdalnie). Niemniej moim zdaniem wykracza to po za moje pojęcie dobrego smaku i jakiś norm moralnych. Oznacza to, że rodziny zmarłych będą nadal orzymywały od nich wiadomości (no chyba, że poblokują konta). I nie wydaje mi się to właściwe.